Chodziłam
wokół tego tematu ładnych parę miesięcy. A jakiego? Stworzonej przez Anne
Bishop serii Czarnych Kamieni. Z początku miała powstać trylogia, a skończyło
się na dziewięciu książkach. Czy dobrze? Z góry powiem, że wielu twierdzi, że
nie. Ja nie wiem co sądzę. Może pod koniec tego wywodu sama się dowiem.
Tym którzy
nie słyszeli (a na pewno jest ich wielu) od razu powiem, że jest to książka
kierowana do kobiet. Od pierwszych stron przewijają nam się przystojni, silni (nie
zawsze) męscy mężczyźni. Praktycznie każda z Pań znajdzie kogoś dla siebie.
Brnąc dalej w ten opis, muszę powiedzieć, że poczułam się zaskoczona.
Przynajmniej na początku głównym bohaterem całej opowieści pozostaje mężczyzna,
a nie jakby się można było spodziewać po literaturze dość „głośno”
prezentującej poglądy feministyczne, kobieta. Daemon Sadi, nieziemsko przystojny
bękart, o iście diabelskim uosobieniu, jeden z najsilniejszych mężczyzn na
świecie usługujący (o ile to co robi można nazwać usługami) kobietom, które
trzymają go na smyczy, prawie dosłownie. Jestem pewna, że tylko po tym opisie
spora część kobiet rzuciłaby się na książkę, choćby po to żeby przeczytać jego
dokładniejszy opis, jak również jego „zabiegów”. Jednakże nie ma co się
spieszyć.
Widoczny na
tyle okładki napis „Tylko dla dorosłych” jest jak najbardziej na swoim miejscu,
ale nie ma co tu się spodziewać scen rodem z nimfomanki. Owszem seks jest
wszechobecny, wydaje się wręcz rządzić tym światem, ale „szczegółowych” opisów
za wiele tu nie znajdziemy. Nie zmienia to kwestii, że w niektórych momentach
serce przyspiesza. Oprócz wszechobecnego podniecenia znajdziemy w tej serii
sporo brutalności, zarówno fizycznej jak i mentalnej. Na dokładkę autorka
postarała się o sporą dozę przekleństw. Tak więc książka zdecydowanie nie
nadaje się dla kobiet delikatnych i kokietek. Zdecydowanie odradzam.
Idąc dalej.
Fabuła, bo owszem przy tym wszystkim co wymieniłam wcześniej tak owa tu
występuje. Muszę przyznać, że w sporych ilościach, co prawda motywy dość
oklepane, ale gdzież tu szukać nowości skoro wszystko już było?
Biorąc pod
lupę wszystko co Anne wymyśliła, nie dziwię się, że zdecydowała się poszerzyć
serię z zaledwie trzech części, ale nie zrozumiem, czemu aż do dziewięciu. Na
końcu człowiek zwyczajnie się już nudzi. I nawet kolorowa plejada postaci nie
pomaga. Wymyślony przez nią świat, ma parę wad. Gdzieniegdzie czegoś mu
brakuje, ale mimo wszystko broni się dość dobrze. Jak również bohaterowie. Jak
już mówiłam wcześniej praktycznie każda z Pań, która sięgnie po tę serię
znajdzie swojego ulubieńca. Jednak sprawa ta nie tyczy się tylko mężczyzn,
wśród bohaterek również znajdzie się kilka ciekawych postaci, choć jest ich
zdecydowanie mniej niż tych męskich, którzy dosłownie wylewają się z pomiędzy
stronic (w sumie czemuż tu się dziwić, skoro to pisane dla kobiet jest).
Na dokładkę
powiem jeszcze, że w historii tej można znaleźć zarówno magię jak i politykę,
no i oczywiście wojnę. Można więc powiedzieć, że jest tu wszystko, czego dusza
zapragnąć może. I tu właśnie pojawia się kolejny problem.
Jest tego zbyt dużo! Klęska
urodzaju, można by powiedzieć. Autorka „wsadziła” tu wszystko co się dało i
niestety nie do końca wyszło jej to na dobre. Dodatkowo nie ma co doszukiwać
się tu górnolotnego, porywającego języka, bo czytelnik po prostu się zawiedzie.
Nie jest jednak tak źle, żeby to widocznie przeszkadzało.
Podsumowując.
Nadal do końca nie wiem co sądzić o tej konkretnej serii, choć przyznać muszę,
że mam do niej słabość. Może ze względu na wymienionego wcześniej bohatera? Czy
też może innych jemu podobnych? A może ze względu na to jak łatwo przy tej
książce zapomina się o rzeczywistości? A może wszystkiemu winne jest to, że w
tej konkretnej serii często gęsto to kobieta jest wybawcą, a nie jak to zwykle
bywa męski i wielki facet ratuje delikatną i kruchą księżniczkę z opresji? A może
chodzi o współzależności?
Pojęcia nie
mam, ale wiem, że seria po mimo wad, ma u mnie specjalne miejsce i nawet teraz
po latach od przeczytania jej czasem lubię wrócić do co ciekawszych fragmentów
i na kilka godzin udać się do tego magicznego świata.
P.S.
Na zdjęciu brakuje
jednej części.
Surreal

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz