czwartek, 4 czerwca 2015

Seria, która miała być trylogią, a została dziewięcioksiągiem - "Czarne Kamienie" Anne Bishop

Chodziłam wokół tego tematu ładnych parę miesięcy. A jakiego? Stworzonej przez Anne Bishop serii Czarnych Kamieni. Z początku miała powstać trylogia, a skończyło się na dziewięciu książkach. Czy dobrze? Z góry powiem, że wielu twierdzi, że nie. Ja nie wiem co sądzę. Może pod koniec tego wywodu sama się dowiem.
Tym którzy nie słyszeli (a na pewno jest ich wielu) od razu powiem, że jest to książka kierowana do kobiet. Od pierwszych stron przewijają nam się przystojni, silni (nie zawsze) męscy mężczyźni. Praktycznie każda z Pań znajdzie kogoś dla siebie. Brnąc dalej w ten opis, muszę powiedzieć, że poczułam się zaskoczona. Przynajmniej na początku głównym bohaterem całej opowieści pozostaje mężczyzna, a nie jakby się można było spodziewać po literaturze dość „głośno” prezentującej poglądy feministyczne, kobieta. Daemon Sadi, nieziemsko przystojny bękart, o iście diabelskim uosobieniu, jeden z najsilniejszych mężczyzn na świecie usługujący (o ile to co robi można nazwać usługami) kobietom, które trzymają go na smyczy, prawie dosłownie. Jestem pewna, że tylko po tym opisie spora część kobiet rzuciłaby się na książkę, choćby po to żeby przeczytać jego dokładniejszy opis, jak również jego „zabiegów”. Jednakże nie ma co się spieszyć.
Widoczny na tyle okładki napis „Tylko dla dorosłych” jest jak najbardziej na swoim miejscu, ale nie ma co tu się spodziewać scen rodem z nimfomanki. Owszem seks jest wszechobecny, wydaje się wręcz rządzić tym światem, ale „szczegółowych” opisów za wiele tu nie znajdziemy. Nie zmienia to kwestii, że w niektórych momentach serce przyspiesza. Oprócz wszechobecnego podniecenia znajdziemy w tej serii sporo brutalności, zarówno fizycznej jak i mentalnej. Na dokładkę autorka postarała się o sporą dozę przekleństw. Tak więc książka zdecydowanie nie nadaje się dla kobiet delikatnych i kokietek. Zdecydowanie odradzam.
Idąc dalej. Fabuła, bo owszem przy tym wszystkim co wymieniłam wcześniej tak owa tu występuje. Muszę przyznać, że w sporych ilościach, co prawda motywy dość oklepane, ale gdzież tu szukać nowości skoro wszystko już było?
Biorąc pod lupę wszystko co Anne wymyśliła, nie dziwię się, że zdecydowała się poszerzyć serię z zaledwie trzech części, ale nie zrozumiem, czemu aż do dziewięciu. Na końcu człowiek zwyczajnie się już nudzi. I nawet kolorowa plejada postaci nie pomaga. Wymyślony przez nią świat, ma parę wad. Gdzieniegdzie czegoś mu brakuje, ale mimo wszystko broni się dość dobrze. Jak również bohaterowie. Jak już mówiłam wcześniej praktycznie każda z Pań, która sięgnie po tę serię znajdzie swojego ulubieńca. Jednak sprawa ta nie tyczy się tylko mężczyzn, wśród bohaterek również znajdzie się kilka ciekawych postaci, choć jest ich zdecydowanie mniej niż tych męskich, którzy dosłownie wylewają się z pomiędzy stronic (w sumie czemuż tu się dziwić, skoro to pisane dla kobiet jest).
Na dokładkę powiem jeszcze, że w historii tej można znaleźć zarówno magię jak i politykę, no i oczywiście wojnę. Można więc powiedzieć, że jest tu wszystko, czego dusza zapragnąć może. I tu właśnie pojawia się kolejny problem.
Jest tego zbyt dużo! Klęska urodzaju, można by powiedzieć. Autorka „wsadziła” tu wszystko co się dało i niestety nie do końca wyszło jej to na dobre. Dodatkowo nie ma co doszukiwać się tu górnolotnego, porywającego języka, bo czytelnik po prostu się zawiedzie. Nie jest jednak tak źle, żeby to widocznie przeszkadzało.
Podsumowując. Nadal do końca nie wiem co sądzić o tej konkretnej serii, choć przyznać muszę, że mam do niej słabość. Może ze względu na wymienionego wcześniej bohatera? Czy też może innych jemu podobnych? A może ze względu na to jak łatwo przy tej książce zapomina się o rzeczywistości? A może wszystkiemu winne jest to, że w tej konkretnej serii często gęsto to kobieta jest wybawcą, a nie jak to zwykle bywa męski i wielki facet ratuje delikatną i kruchą księżniczkę z opresji? A może chodzi o współzależności?
Pojęcia nie mam, ale wiem, że seria po mimo wad, ma u mnie specjalne miejsce i nawet teraz po latach od przeczytania jej czasem lubię wrócić do co ciekawszych fragmentów i na kilka godzin udać się do tego magicznego świata.


P.S.
Na zdjęciu brakuje jednej części.

Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz