piątek, 29 maja 2015

Jestem zadowolona z opieki – „Wielka Szóstka”


Wszyscy jesteśmy dziećmi w mniej lub bardziej dorosłych opakowaniach, w związku z tym warto czasem sięgnąć w kierunku czegoś, co nasyci naszą dziecinność pozytywną energią. Disneya nikomu przedstawiać nie trzeba, gdyż już od wielu pokoleń zajmuje się wzbogacaniem dorobku ludzkości o kultowe animacje. Różnie z nim ostatnio bywa, jeżeli chodzi o poziom słanych w świat produkcji i mimo zgrzytów, jedno w gruncie rzeczy nie uległo zmianie. Nadal produkuje się tam bajki, które mają w sobie to „coś”.
                Wraz z postępem technologii, od kilkunastu lat dobrze mi znane z dzieciństwa animacje, zajmuje grafika komputerowa. Tak też i Disney właściwie 80% swoich ostatnich dużych produkcji skierował w tym właśnie kierunku. Nie powiem, czy to źle, czy dobrze, bo z pewnością ułatwiło to w dużej mierze pracę i przyspieszyło proces powstawania filmów. Może ze względu na sentyment brakuje mi trochę rysunkowej kreski i faktu, że każda kolejna animacja miała swój własny niepowtarzalny styl. Jednak w przypadku bohatera dzisiejszego tekstu idiotyzmem by było narzekać, że nie pracował nad nim sztab rysowników mozolnie tworzących poszczególne klatki filmu.
                Big Hero 6 (bo angielski tytuł, jakoś ładniej mi brzmi) to ostatnia produkcja Disneya, która idąc z duchem czasu przenosi nas w przyszłość. W mieście San Fransokyo działa uniwersytet z bardzo dobrze prosperującym wydziałem robotyki. Jednym z tamtejszych studentów jest Tadashi Hamada, lecz głównym bohaterem tej historii jest jego genialny i zbuntowany młodszy brat Hiro – specjalista od walk robotów. Pewna tragedia powoduje, że Hiro traci dużo więcej niż tylko jeden ze swoich wynalazków. Właściwie fabuła filmu nie jest powalająca, pojawia się zły, którego grupka przyjaciół pod wodzą nastolatka próbuje unieszkodliwić przy pomocy masy gadżetów własnego autorstwa. To część dla dzieciaków, bo rzeczywiście gdybym miała znów 7 lat, byłby to motyw przewijający się przez szereg następnych zabaw. Dla tych starszych najważniejszy jest jednak pogodny i pełen pociesznych sytuacji wydźwięk tego filmu.
                Nie przedstawiłam, bowiem jeszcze bohatera numer dwa. Przed państwem Baymax, osobisty opiekun medyczny, czytaj wielki biały balon o jagnięcym usposobieniu. Jako, że został stworzony by nieść pomoc i pociechę, niezbyt wpasowuje się w charakter Hiro, który jak już wspomniałam zbuntowanym nastolatkiem jest i posiada wszelkie tej choroby objawy. Tu jednak twórcy filmu wykazali się olbrzymim geniuszem i stworzyli z tej pary mieszankę, przy której czasem twarz wręcz drętwieje od śmiechu. Pocieszne zachowanie Baymaxa to najlepszy atut tej produkcji i nie powiem, że to dla niej mogłabym obejrzeć ten film jeszcze raz. Cała reszta to wszystko co powinien mieć film dla dzieci, czyli akcję, bohaterów i szczęśliwe zakończenie, a co nas „dorosłych” może już tak nie zachwycać.
                Może nie jest to „Król Lew”, ale z pewnością Wielka Szóstka może śmiało wkroczyć w panteon tych dobrych disneyowskich produkcji. Utrzymała to co powinna, jest przesłanie, przyjaźń która pokonuje przeciwności i masa śmiechu, a w wszystko w dopracowanej oprawie graficznej. Także Baymax jestem zadowolona z opieki. Jest to film dla dzieci, nie da się ukryć, ale dorośli spoglądając od czasu do czasu na ekran, też mogą stracić na chwilę nieco swojej powagi i po prostu serdecznie zaśmiewać się do utraty tchu.


Ethlinn 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz