Podejrzany deszcz za oknem, dziwne zachowanie zwierząt,
niezrozumiały komunikat w mediach, zagłuszający większość sygnałów i okrutna
śmierć jednej dorosłej osoby za drugą. Dlaczego jednak niektórzy, ci, którzy
szczerze chcą chronić dzieci, są oszczędzeni?
Gdy czytałam tą książkę dwa lata temu, przez większość czasu śledziłam akcję z
zapartym tchem. Pochłaniałam obrazy masakr jeden za drugim, oczami wyobraźni
oglądałam opustoszałe miejsca, które normalnie tętnią życiem i zastanawiałam
się, co tam właściwie się dzieje. A potem nadeszło zakończenie. I nie
wiedziałam, czy płakać z żalu, czy wyśmiać autora i bohaterów. Ostatecznie
zrobiłam to drugie. A jednak ta historia nie chciała opaść na dno świadomości,
gdzie zwykle lądują tego typu przypadki. Nie. Zamiast tego drażniła mnie,
zmuszała, bym raz za razem wspominała nie to nieudane, moim zdaniem
zakończenie, ale właśnie ten wyludniony świat.
Gdyż miał on w sobie jakąś magię. Nawet pomimo niezmiennego poczucia
niebezpieczeństwa, świadomości, że każda spotkana osoba może w każdej chwili
zmienić się w stertę mięsa, z trudem zachowującą ludzki kształt. Pomimo
irytacji na działania bohaterów, którzy czasem zachowywali się wybitnie
irracjonalnie. A czasem jedynie dlatego, że czytając kolejną stronę dochodziłam
do wniosku, że najprawdopodobniej, gdybym ja znalazła się w takiej sytuacji,
zachowywałabym się jeszcze mniej racjonalnie, niż bohaterowie, którzy robią
głupio, ale jednak coś robią. A to coś, czego możliwe, że nie byłoby można
powiedzieć nawet o połowie z nas, gdybyśmy to my znaleźli się na miejscu tych
bohaterów.
I na tym może zakończę tą recenzję. Nie wiem, czy mogę komuś polecić tą książkę.
Nie jest ona też na tyle kiepskim kawałkiem literatury, by postawić przy niej
wielki znak "stop!". Jest to po prostu jedna z tych książek, które
nie sięgają powyżej przeciętnej, a jednak w jakiś niezrozumiały sposób nie dają
o sobie zapomnieć.
Z pozdrowieniami
Rosalie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz