czwartek, 18 czerwca 2015

„Kruk 3: Zbawienie” – dużo mrocznej symboliki podlewanej krwią, odrobina słodko-kwaśnych miłostek i trochę smażenia „na sucho”


Nie od dziś wiadomo, że jeśli zmarły zostawił po sobie niedokończone sprawy, to czasem może wrócić i zacząć sprzątać pozostawiony po sobie bałagan. A czyż niesprawiedliwe oskarżenie o brutalne zamordowanie ukochanej dziewczyny i egzekucja w wieku 21 lat nie są wystarczającym powodem, by chcieć wrócić? Cóż Alex Corvis miał tego pecha. Sam film jednak, nie ucierpiał tak bardzo, chociaż motyw zmartwychwstającego Romea z krukiem u boku pojawia się już po raz trzeci. 
Zaczęło się w 1994 i to dość nieciekawie, bo w trakcie kręcenia „Kruka 1” zginął główny aktor, w osobie Brandona Lee (syn tego słynnego Bruce’a Lee). Niektórzy zaczęli w tym momencie mówić o fatum, bo zaraz znaleziono inne, nieco mniej drastyczne wypadki, które miały miejsce na planie. Jak widać filmowców to nie zraziło, bo nie skończyło się na jednej, ani nawet dwóch produkcjach, ale dobrnęli do czterech. Omawianą część obejrzałam jako małolata, spodobała mi się i kilkakrotnie do niej wracałam – po części z sentymentu. W końcu wzięła mnie chęć by sięgnąć po pozostałe filmy z serii, ale tu muszę szczerze przyznać poległam na pierwszej linii. Nie potrafię się wypowiedzieć na ich temat, bo nie dotarłam nawet do połowy. Mimo, że pierwsza część jest traktowana jako klasyka, coś mnie wtedy odrzuciło i nie odważyłam się ponownie z nią zmierzyć.
Natomiast „Zbawienie” cenię jako lekki thriller, który oglądam by poprawić sobie nastrój, patrząc jak mimo wszechobecnego mroku, zepsucia i śmierci, miłość znowu wygrywa. Tylko bez pochopnych wniosków, to jest faktyczny dreszczowiec, w mrocznym zalatującym gotykiem stylu. Mamy dziewczynę, którą zabito 53 pchnięciami noża, jej chłopaka, który podobno w szale kłótni zmasakrował ją, za co czeka go krzesło. Nikt nie widział bowiem faceta z paskudną blizną na ręce, który miał podłożyć Alexowi narzędzie zbrodni i tym samym uczynić go głównym podejrzanym. Trochę fajerwerków, a potem zjawia się kruk i historia nabiera tempa. Nie wiem, czy powinnam zdradzać więcej szczegółów, tak dobrze już znam tę historię, że mogę powiedzieć ciut za dużo i zepsuć zabawę.
W każdym razie film ma swoje momenty. Jest klimatycznie, ciemno, brutalnie i mimo, że gdzieniegdzie przemykają widoczne braki budżetowe, nie rażą one zbyt mocno. Alex w pośmiertnym makijażu wygląda nawet lepiej niż bez niego. Najsłabiej niestety wypada chyba towarzysząca mu młodziutka Kirsten Dunst, w roli młodszej siostry zamordowanej Lauren. Sceny z nią są raczej ckliwe, choć może jest to specjalny zabieg, bo pod koniec filmu i ona nabiera nieco ostrzejszego wyrazu. Całość prezentuje się całkiem nieźle.
„Kruk 3” zyskał na moim uznaniu, bowiem nie trzyma się kurczowo nadprzyrodzonego powrotu z zaświatów. Choć główny bohater jest chodzącym trupem nie przyćmiewa to faktu, że zmusiła go do tego brutalna rzeczywistość naszego świata. Przeciwnicy to nie demony, czy opętańcy z piłami łańcuchowymi. Siedzi w nich głęboko zakorzeniony mrok, który jak fontanna wylewa się na cały ekran, ale wszystko w granicach rozsądku. Z marszu rzuca się w nas pedofilią, korupcją i bestialstwem, wszystko jednak mieści się pod kombinezonem ludzkiej skóry. Kto szuka niezbyt wymagającego filmu na wieczór, po którym nie chce mieć koszmarów może liczyć na prawie dwu godzinny pobyt po ciemnej stronie Ameryki. Właśnie, bo tu jak na ironię wcale nie wychodzący z kostnicy zombie jest tym najgorszym potworem, którego powinniśmy się lękać.


Ethlinn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz