Nie od dziś wiadomo, że jeśli
zmarły zostawił po sobie niedokończone sprawy, to czasem może wrócić i zacząć
sprzątać pozostawiony po sobie bałagan. A czyż niesprawiedliwe oskarżenie o
brutalne zamordowanie ukochanej dziewczyny i egzekucja w wieku 21 lat nie są
wystarczającym powodem, by chcieć wrócić? Cóż Alex Corvis miał tego pecha. Sam
film jednak, nie ucierpiał tak bardzo, chociaż motyw zmartwychwstającego Romea
z krukiem u boku pojawia się już po raz trzeci.
Zaczęło się w 1994 i to dość
nieciekawie, bo w trakcie kręcenia „Kruka 1” zginął główny aktor, w osobie Brandona
Lee (syn tego słynnego Bruce’a Lee). Niektórzy zaczęli w tym momencie mówić o
fatum, bo zaraz znaleziono inne, nieco mniej drastyczne wypadki, które miały
miejsce na planie. Jak widać filmowców to nie zraziło, bo nie skończyło się na
jednej, ani nawet dwóch produkcjach, ale dobrnęli do czterech. Omawianą część
obejrzałam jako małolata, spodobała mi się i kilkakrotnie do niej wracałam – po
części z sentymentu. W końcu wzięła mnie chęć by sięgnąć po pozostałe filmy z
serii, ale tu muszę szczerze przyznać poległam na pierwszej linii. Nie potrafię
się wypowiedzieć na ich temat, bo nie dotarłam nawet do połowy. Mimo, że
pierwsza część jest traktowana jako klasyka, coś mnie wtedy odrzuciło i nie
odważyłam się ponownie z nią zmierzyć.
Natomiast „Zbawienie” cenię jako lekki thriller, który oglądam by poprawić sobie nastrój, patrząc jak mimo
wszechobecnego mroku, zepsucia i śmierci, miłość znowu wygrywa. Tylko bez
pochopnych wniosków, to jest faktyczny dreszczowiec, w mrocznym zalatującym
gotykiem stylu. Mamy dziewczynę, którą zabito 53 pchnięciami noża, jej
chłopaka, który podobno w szale kłótni zmasakrował ją, za co czeka go krzesło.
Nikt nie widział bowiem faceta z paskudną blizną na ręce, który miał podłożyć
Alexowi narzędzie zbrodni i tym samym uczynić go głównym podejrzanym. Trochę
fajerwerków, a potem zjawia się kruk i historia nabiera tempa. Nie wiem, czy
powinnam zdradzać więcej szczegółów, tak dobrze już znam tę historię, że mogę
powiedzieć ciut za dużo i zepsuć zabawę.
W każdym razie film ma swoje
momenty. Jest klimatycznie, ciemno, brutalnie i mimo, że gdzieniegdzie
przemykają widoczne braki budżetowe, nie rażą one zbyt mocno. Alex w pośmiertnym
makijażu wygląda nawet lepiej niż bez niego. Najsłabiej niestety wypada chyba
towarzysząca mu młodziutka Kirsten Dunst, w roli młodszej siostry zamordowanej
Lauren. Sceny z nią są raczej ckliwe, choć może jest to specjalny zabieg, bo
pod koniec filmu i ona nabiera nieco ostrzejszego wyrazu. Całość prezentuje się
całkiem nieźle.
„Kruk 3” zyskał na moim uznaniu,
bowiem nie trzyma się kurczowo nadprzyrodzonego powrotu z zaświatów. Choć główny bohater jest chodzącym trupem nie przyćmiewa to faktu, że zmusiła go do
tego brutalna rzeczywistość naszego świata. Przeciwnicy to nie demony, czy
opętańcy z piłami łańcuchowymi. Siedzi w nich głęboko zakorzeniony mrok, który
jak fontanna wylewa się na cały ekran, ale wszystko w granicach rozsądku. Z
marszu rzuca się w nas pedofilią, korupcją i bestialstwem, wszystko jednak
mieści się pod kombinezonem ludzkiej skóry. Kto szuka niezbyt wymagającego filmu na wieczór,
po którym nie chce mieć koszmarów może liczyć na prawie dwu godzinny pobyt po
ciemnej stronie Ameryki. Właśnie, bo tu jak na ironię wcale nie wychodzący z
kostnicy zombie jest tym najgorszym potworem, którego powinniśmy się lękać.
Ethlinn

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz