czwartek, 25 czerwca 2015

„Klub Mefista” – rozważania nad genezą zła?

        Peccavi, z łaciny zgrzeszyłem. Wypisane krwią na miejscu okrutnie brutalnej zbrodni, możliwe do odczytania dopiero jako odbicie w lustrze. Tajemnicze zabójstwo młodej kobiety, w noc Bożego Narodzenia. Odcięta głowa, dłoń… Stół zastawiony dla czworga. Ponura sceneria rodem z horroru. Tyle o fabule.
        Słowem wstępu o samej książce, nim zacznę wyrażać swoją opinię. Jest to pierwsza książka Tess Gerritsen po jaką sięgnęłam. Dopiero w takcie czytania zauważyłam, że musiało być „coś” przed tą konkretną powieścią. Zagłębiając się w odmęty internetów dowiedziałam się, że o tych samych bohaterach powstało już kilka innych pozycji.
        „Klub Mefista” to oczywiście kryminał. Jednakże pojawiające się różne wtrącenia nieco zaburzają jego „klasyczność”. Nie raz i nie dwa spotkać się można z inspiracją motywami satanistycznymi w kryminałach, tu jednak autorka idzie o krok dalej (nie zdradzę jednak jak daleko, by nie odbierać możliwości samodzielnego odkrywania). Muszę przyznać, że nie wiem czy jest to dobre posunięcie. Osobiście uważam, że gdyby pozbyć się przynajmniej części „nadnaturalności” z tej konkretnej pozycji powieść wiele by zyskała. Sama instytucja „klubu mefista” – stowarzyszenia ludzi wykształconych zajmujących się rozwikływaniem zbrodni – jest bardzo ciekawym pomysłem, choć można się z nim spotkać też w innych pozycjach. Z „czymś” podobnym możemy się zetknąć w „Klubie Koneserów Zbrodni” M. Capuzzo (osobiście uważam, że Capuzzo daleko lepiej poradził sobie z realizacją takiego założenia). 
       Wracając jednak do tematu tej recenzji. Gdyby autorka odpuściła sobie upychanie wszędzie nadnaturalnych przejawów zła i dopracowała nieco postaci, ich motywy i przede wszystkim wypowiedzi książka na pewno stała by się jedną z moich ulubionych.
        Na pewno nie można się przy tej pozycji nudzić. Mamy tutaj wszystko czego koneser kryminałów może szukać. Mamy intrygę. Mamy morderstwa. Mamy nierozwiązane zagadki z przeszłości. Mamy kryminologów i patologów. Mamy szarych policjantów. Mamy postaci z którymi można od pierwszych słów sympatyzować, ale i takie które wprawiają w oburzenie. Mamy szarych, zwykłych obywateli z ich małymi i tymi większymi problemami. Mamy również złamanie kilku tabu. A jakby tego było jeszcze mało to mamy problem wiary. Jak to mówią „od nadmiaru głowa nie boli”, ale tu chyba jednak tak. Jak dla mnie autorka mogłaby opuścić sobie ostatni wątek i uczynić mordercę bardziej „ludzkim”. Dawno za nami już epoka, w której wierzono, że ludzie nie są w stanie popełniać brutalnych zbrodni i muszą być opętani przez złe moce.
        Nie wiem czy ta konkretna pozycja jest przejawem chwilowego załamania formy Tess Gerritsen – słyszałam o niej naprawdę wiele dobrego, mam jednak nadzieję, że tak. Nieco żałuję, że moja przygoda z tą konkretną autorką zaczęła się w ten, a nie inny sposób, ale nie mam zamiaru poprzestać na jednej jej pozycji. Na półce czeka na mnie „Chirurg” – pierwsza część serii i mam szczerą nadzieję, że zmyje umiarkowane uczucia po lekturze „Klubu Mefista”.

Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz