Czy człowiek może
przeżyć kąpiel w Morzu Arktycznym? Jak wierzyć zegarkowi, który pokazuje
godzinę dwunastą w nocy, gdy za oknem w najlepsze świeci słońce? (Co więcej,
wiesz, że nie zniknie ono z nieboskłonu jeszcze przez dobre parę miesięcy.)
Dlaczego w okolicy nie ma ani jednego kota? Co zrobić gdy budząc się rano
staniesz oko w oko z niedźwiedziem polarnym w swoim namiocie? Jeżeli ktoś nie
boi się mrozu i nocy polarnej, a interesuje go coś więcej niż ogródek za oknem,
witamy na archipelagu Svalbard. Norweskiej prowincji położonej mniej więcej
pomiędzy Grenlandią, północnym czubkiem Ziemi (popularnie zwanym Arktyką) i
samą Norwegią. W miejscu, gdzie jest więcej skuterów śnieżnych niż ludzi, a
populacja niedźwiedzi przewyższa liczbę mieszkańców o jakieś pół tysiąca
osobników.
Tylko żeby nie było nieścisłości,
Spitsbergen Norwegii podlega, na jego terenie swą siedzibę ma tamtejszy
gubernator, ale na miejscu okazuje się, że to tak naprawdę narodowościowy
tygiel. Przedstawiciele prawie pięćdziesięciu państw na jednej wyspie, która
właściwie nie obfituje w żadne nadzwyczajne rozrywki. Żeby było jeszcze
śmieszniej największą grupę obcokrajowców stanowią Tajowie. Dlaczego to takie
zabawne? Bo to najdalej wysunięte na północ skupisko Homo sapiens. Latem średnia
temperatura oscyluje w okolicach 5 stopni. Prawie pół roku panuje dzień
polarny, a przez drugie pół po czarnym niebie tańczy zorza. Brzmi nieziemsko?
Dla niektórych na pewno.
Autorka, mieszkająca na Spitsbergenie od
jakiś 5 lat dostrzegła potencjał w tej zimnej skalistej wyspie. Stworzyła
dwustu stronicowy reportaż opisujący wyspę i rządzące nią prawa, ale przede
wszystkim zebrała historie zamieszkujących ją ludzi. Zarówno tych nam
współczesnych, jak i jej odkrywców, górników z radzieckiej osady Piramida, czy
kilkunastoosobowej grupki młodych mężczyzn, którzy w dziwnych okolicznościach
pożegnali się z życiem, zimując w świetnie zaopatrzonej chacie. Co
sprawia, że co roku wyspę odwiedzają tabuny turystów? Co prawda tylko na
chwilę, bowiem tylko nielicznym odpowiada tamtejsza aura i surowe warunki
życia. Zdarzają się jednak tacy, których koleje życia wyrzuciły na tutejszy
brzeg, niczym drewniane kłody, które morskie fale przynoszą na Spitsbergen
wprost z rosyjskiej tajgi. Przyjechali i zostali lub regularnie wracają.
Książka opisuje ich historie, które często spotykamy i w naszym życiu. Jednak
klimat wyspy i genialny język, którym posługuje się autorka sprawiają, że z
żalem odkładam ją, gdy muszę wyjść z domu i przerwać czytanie.
Mimo, że wszystko dzieje się na naszej
swojskiej Ziemi w XXI wieku, trudno sobie wyobrazić, że można mieć zupełnie
inne potrzeby i problemy w życiu codziennym. Dla miłośników podróżowania
pozycja bardzo wskazana. Dla tych, którzy chcą poznać detale wspomnianych
przeze mnie opowieści gorąco polecam.
Ethlinn

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz