piątek, 3 lipca 2015

„Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” – miejsce, gdzie na wschód słońca czeka się 4 miesiące…

        Czy człowiek może przeżyć kąpiel w Morzu Arktycznym? Jak wierzyć zegarkowi, który pokazuje godzinę dwunastą w nocy, gdy za oknem w najlepsze świeci słońce? (Co więcej, wiesz, że nie zniknie ono z nieboskłonu jeszcze przez dobre parę miesięcy.) Dlaczego w okolicy nie ma ani jednego kota? Co zrobić gdy budząc się rano staniesz oko w oko z niedźwiedziem polarnym w swoim namiocie? Jeżeli ktoś nie boi się mrozu i nocy polarnej, a interesuje go coś więcej niż ogródek za oknem, witamy na archipelagu Svalbard. Norweskiej prowincji położonej mniej więcej pomiędzy Grenlandią, północnym czubkiem Ziemi (popularnie zwanym Arktyką) i samą Norwegią. W miejscu, gdzie jest więcej skuterów śnieżnych niż ludzi, a populacja niedźwiedzi przewyższa liczbę mieszkańców o jakieś pół tysiąca osobników.      
Tylko żeby nie było nieścisłości, Spitsbergen Norwegii podlega, na jego terenie swą siedzibę ma tamtejszy gubernator, ale na miejscu okazuje się, że to tak naprawdę narodowościowy tygiel. Przedstawiciele prawie pięćdziesięciu państw na jednej wyspie, która właściwie nie obfituje w żadne nadzwyczajne rozrywki. Żeby było jeszcze śmieszniej największą grupę obcokrajowców stanowią Tajowie. Dlaczego to takie zabawne? Bo to najdalej wysunięte na północ skupisko Homo sapiens. Latem średnia temperatura oscyluje w okolicach 5 stopni. Prawie pół roku panuje dzień polarny, a przez drugie pół po czarnym niebie tańczy zorza. Brzmi nieziemsko? Dla niektórych na pewno.
Autorka, mieszkająca na Spitsbergenie od jakiś 5 lat dostrzegła potencjał w tej zimnej skalistej wyspie. Stworzyła dwustu stronicowy reportaż opisujący wyspę i rządzące nią prawa, ale przede wszystkim zebrała historie zamieszkujących ją ludzi. Zarówno tych nam współczesnych, jak i jej odkrywców, górników z radzieckiej osady Piramida, czy kilkunastoosobowej grupki młodych mężczyzn, którzy w dziwnych okolicznościach pożegnali się z życiem, zimując w świetnie zaopatrzonej chacie.  Co sprawia, że co roku wyspę odwiedzają tabuny turystów? Co prawda tylko na chwilę, bowiem tylko nielicznym odpowiada tamtejsza aura i surowe warunki życia. Zdarzają się jednak tacy, których koleje życia wyrzuciły na tutejszy brzeg, niczym drewniane kłody, które morskie fale przynoszą na Spitsbergen wprost z rosyjskiej tajgi. Przyjechali i zostali lub regularnie wracają. Książka opisuje ich historie, które często spotykamy i w naszym życiu. Jednak klimat wyspy i genialny język, którym posługuje się autorka sprawiają, że z żalem odkładam ją, gdy muszę wyjść z domu i przerwać czytanie.
Mimo, że wszystko dzieje się na naszej swojskiej Ziemi w XXI wieku, trudno sobie wyobrazić, że można mieć zupełnie inne potrzeby i problemy w życiu codziennym. Dla miłośników podróżowania pozycja bardzo wskazana. Dla tych, którzy chcą poznać detale wspomnianych przeze mnie opowieści gorąco polecam.

Ethlinn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz