niedziela, 3 maja 2015

Jarmark wyobraźni po poznańsku – Pyrkon 2015


Trudno nie przywoływać sobie w myślach określenia „globalna wioska” przemieszczając się wśród pawilonów MTP w dniach największego polskiego festiwalu fantastyki.  Otacza cię feeria barw, a w uszach aż szumi od brzmienia tysięcy głosów. Gdzie nie spojrzysz ludzie, ale wyjątkowo nie czujesz się jak sardynka upchnięta w blaszanej puszce, bo w tym wypadku nie jest to przypadkowy tłum gapiów, którzy akurat mieli wolny weekend. Najlepszym porównaniem byłby chyba Targ Trolli z „Hellboy Złota armia” albo słynna ulica Pokątna. Bowiem zatrzymując się na chwilę i przyglądając otoczeniu, możesz w jednej chwili objąć wzrokiem dorobek ludzkości z zakresu fantastyki, science-fiction, anime i wszystkiego, co nasza wyobraźnia zdołała wytworzyć w ostatnich dwóch stuleciach.  
Z jednej strony nadciąga grupka najemników w podniszczonych mundurach, z karabinami i obowiązkowo w okularach słonecznych, bo słońce akurat bardzo dopisało. Na chwilę przesłania ich parasolka w wiktoriańskim stylu, a jej właścicielka właśnie została poproszona o pozowanie do wspólnego zdjęcia. Wtedy za zakrętu wyskakuje jednorożec, Luffy i Darth Vader. Nie można też przeoczyć dwóch Jezusów niosących pokaźne krzyże i rozmawiającej z nimi jednej z kilku kręcących się w pobliżu Harley Quinn. Mówiąc krócej: maskarada na całego. Jedne przebrania bawią, inne wzbudzają podziw, bo ich autorzy musieli włożyć mnóstwo pracy by je stworzyć. Tak jak na przykład obłędny strój Padme Amidali, czy olbrzymia zbroja Ironmana.
Ale Pyrkon to nie tylko kostiumy. Na trzy dni trwania festiwalu przewidziano tyle atrakcji, że wprost nie sposób nie znaleźć czegoś dla siebie. Wykłady, spotkania z mniej i bardziej znanymi, konkursy, gry, wystawy, pokazy, spotkania integracyjne i masę innych. Cóż zdarzy się, że prelegent spóźni się albo nie dotrze, ale stosunkowo łatwo można to sobie nadrobić idąc coś przekąsić lub przyjrzeć się wystawionym na sprzedaż gadżetom i cudeńkom, które kuszą wyczulone zmysły miłośników gier i fantasy. Wspominałam o pozowaniu do zdjęć. Ano jest tak, że jeżeli rzuci ci się w oczy ktoś naprawdę genialnie przebrany to nie ma problemu żeby podejść i poprosić o wspólną fotkę. Ale szczytem empatii był dla mnie widok chłopaka, któremu kumple przerobili wózek inwalidzki na czołg i razem z nimi mógł patrolować przejścia między pawilonami na swoim gąsienicowym wehikule.
Z pewnością to bardzo pozytywne wydarzenie, które pozwala rzeszy ludzi przez trzy dni czerpać z tego, co dla niektórych stanowi hobby, a innym wręcz pozwala zapracować na przysłowiową kromkę chleba. Niektórych mogą odrzucać tłumy, które przyciąga tak wielka impreza, bo kameralną na pewno nie można jej nazwać. Nikt tu jednak do niczego nie zmusza, można wpaść tylko na chwilę by odwiedzić to co nas interesuje lub dać się wciągnąć w wir, który pewnie nas wykończy, ale przynajmniej będzie o czym opowiadać. Jeżeli ktoś lubi i ma czas można się też wciągnąć w wolontariat, gdyż tak wielka impreza potrzebuje zaplecza ludzkiego. Polecam i odsyłam do filmików, które perfekcyjnie podsumowują przebieg całego festiwalu, a które można znaleźć na oficjalnej stronie Pyrkonu.

Ethlinn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz