Trudno nie przywoływać sobie w
myślach określenia „globalna wioska” przemieszczając się wśród pawilonów MTP w
dniach największego polskiego festiwalu fantastyki. Otacza cię feeria barw, a w uszach aż szumi
od brzmienia tysięcy głosów. Gdzie nie spojrzysz ludzie, ale wyjątkowo nie
czujesz się jak sardynka upchnięta w blaszanej puszce, bo w tym wypadku nie
jest to przypadkowy tłum gapiów, którzy akurat mieli wolny weekend. Najlepszym
porównaniem byłby chyba Targ Trolli z „Hellboy Złota armia” albo słynna ulica
Pokątna. Bowiem zatrzymując się na chwilę i przyglądając otoczeniu, możesz w
jednej chwili objąć wzrokiem dorobek ludzkości z zakresu fantastyki,
science-fiction, anime i wszystkiego, co nasza wyobraźnia zdołała wytworzyć w
ostatnich dwóch stuleciach.
Z jednej strony nadciąga grupka
najemników w podniszczonych mundurach, z karabinami i obowiązkowo w okularach
słonecznych, bo słońce akurat bardzo dopisało. Na chwilę przesłania ich
parasolka w wiktoriańskim stylu, a jej właścicielka właśnie została poproszona
o pozowanie do wspólnego zdjęcia. Wtedy za zakrętu wyskakuje jednorożec, Luffy
i Darth Vader. Nie można też przeoczyć dwóch Jezusów niosących pokaźne krzyże i
rozmawiającej z nimi jednej z kilku kręcących się w pobliżu Harley Quinn. Mówiąc
krócej: maskarada na całego. Jedne przebrania bawią, inne wzbudzają podziw, bo
ich autorzy musieli włożyć mnóstwo pracy by je stworzyć. Tak jak na przykład
obłędny strój Padme Amidali, czy olbrzymia zbroja Ironmana.
Ale Pyrkon to nie tylko kostiumy.
Na trzy dni trwania festiwalu przewidziano tyle atrakcji, że wprost nie sposób
nie znaleźć czegoś dla siebie. Wykłady, spotkania z mniej i bardziej znanymi,
konkursy, gry, wystawy, pokazy, spotkania integracyjne i masę innych. Cóż
zdarzy się, że prelegent spóźni się albo nie dotrze, ale stosunkowo łatwo można
to sobie nadrobić idąc coś przekąsić lub przyjrzeć się wystawionym na sprzedaż
gadżetom i cudeńkom, które kuszą wyczulone zmysły miłośników gier i fantasy. Wspominałam
o pozowaniu do zdjęć. Ano jest tak, że jeżeli rzuci ci się w oczy ktoś naprawdę
genialnie przebrany to nie ma problemu żeby podejść i poprosić o wspólną fotkę.
Ale szczytem empatii był dla mnie widok chłopaka, któremu kumple przerobili
wózek inwalidzki na czołg i razem z nimi mógł patrolować przejścia między
pawilonami na swoim gąsienicowym wehikule.
Z pewnością to bardzo pozytywne
wydarzenie, które pozwala rzeszy ludzi przez trzy dni czerpać z tego, co dla
niektórych stanowi hobby, a innym wręcz pozwala zapracować na przysłowiową
kromkę chleba. Niektórych mogą odrzucać tłumy, które przyciąga tak wielka
impreza, bo kameralną na pewno nie można jej nazwać. Nikt tu jednak do niczego
nie zmusza, można wpaść tylko na chwilę by odwiedzić to co nas interesuje lub
dać się wciągnąć w wir, który pewnie nas wykończy, ale przynajmniej będzie o
czym opowiadać. Jeżeli ktoś lubi i ma czas można się też wciągnąć w
wolontariat, gdyż tak wielka impreza potrzebuje zaplecza ludzkiego. Polecam i odsyłam
do filmików, które perfekcyjnie podsumowują przebieg całego festiwalu, a które
można znaleźć na oficjalnej stronie Pyrkonu.
Ethlinn

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz