sobota, 9 maja 2015

„Las cieni” – seryjny morderca, tatuaże i wiszące świnie?

Od dość dawna zabieram się do napisania o tej książce. Jednak w tym przypadku czuję się jakbym podchodziła do jeża. Nim jednak napiszę cokolwiek więcej o odczuciach, postaram się pokrótce przybliżyć Wam tę konkretną pozycję.
Podejrzewam, że już po tytule można się domyślić o jaki typ literatury chodzi. Komedia to to nie będzie. Na różnych stronach, różnie tę pozycję klasyfikują, ale na nasze potrzeby przyjmijmy, że jest to thriller tudzież używając polszczyzny dreszczowiec.
Cała historia rozpoczyna się dość niewinnie…
Na pierwszych kilku stronach poznajemy Davida Millera, kochającego ojca malutkiej Cathy i męża Clary. Z zawodu balsamistę, wyprawiającego zmarłych w ostatnią podróż, a żywym pomagającego pogodzić się z ostatecznym. W wolnym czasie oddaje się swojej pasji, jaką jest pisanie. Na razie ma na kącie jedną niezbyt dobrą powieść. W pewnym momencie na firmamencie niezbyt radosnego domowego życia – rodzinę dręczy tajemnicza Miss Hyde – pojawia się milioner Arthur Doffre. Sparaliżowany mężczyzna przedstawia początkującemu pisarzowi, wydaje się, propozycję nie do odrzucenia – David ma napisać dla niego książkę o niegdysiejszym postrachu rodzin, seryjnym mordercy o przydomku Kat. Milioner proponuje nawet odosobnione miejsce, wprost stworzone do tworzenia, a także pozwala Davidowi zabrać rodzinę na małe „wakacje”.
Dalsze opisywanie fabuły odbierze książce wszystko co ma do zaoferowania, a takie wprowadzenie uważam za w zupełności wystarczające. Dodam tylko, że jej autorem jest francuz Franck Thilliez. Także tutaj rozpoczyna się mój dylemat, tak naprawdę nie wiem co mam napisać o tej książce. Wzbudziła ona we mnie mieszane uczucia, jak mało która. Doskonałym tego dowodem jest fakt, iż piszę tę recenzję lata po przeczytaniu książki. Mimo wszystko jednak coś mnie do niej ciągnie.
Rozpocznę te dywagacje może od oceny języka, fabułę i postaci pozostawiając na później. Tak więc muszę z przykrością przyznać, że język nie należy do najbardziej wyszukanych, a styl zapisu dialogów wielu może nie przypaść do gustu. Jednak biorąc pod uwagę, że jest to kryminał nie boli to aż tak bardzo. Czego niestety nie można powiedzieć o fabule. O ile sam pomysł, mimo, że nieco oklepany, jest całkiem ciekawy, z jego realizacją są już zdecydowanie większe problemy. Miejscami akcja, przysłowiowo „nie trzyma się kupy”, miejscami jest nudo. Niekiedy czytelnik zaczyna się zastanawiać po co to wszystko? A kiedy indziej brakuje mu jakiegoś wątku. Niestety podobnie jest z postaciami. Momentami pomyśleć można, że są to twory tylko li i wyłącznie z tektury, podczas gdy są miejsca, w których mamy wrażenie, że znajdujemy się tuż obok osoby z krwi i kości.
Tak więc podsumowując powieść ta jest bardzo nierówna. Ma swoje plusy i minusy. Sama nie jestem w stanie określić, które przeważają. Nie mogę powiedzieć, że pozycja ta spisana jest na straty, bo można się przy niej dobrze bawić, o ile oczywiście przymknie się oko na wszystkie niedociągnięcia i nie bierze się jej tak do końca na serio. Można ją traktować jako solidny przerywnik pomiędzy poważniejszymi pozycjami.

Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz