Od dość
dawna zabieram się do napisania o tej książce. Jednak w tym przypadku czuję się
jakbym podchodziła do jeża. Nim jednak napiszę cokolwiek więcej o odczuciach, postaram się pokrótce przybliżyć Wam tę konkretną pozycję.
Podejrzewam, że już po tytule
można się domyślić o jaki typ literatury chodzi. Komedia to to nie będzie. Na
różnych stronach, różnie tę pozycję klasyfikują, ale na nasze potrzeby
przyjmijmy, że jest to thriller tudzież używając polszczyzny dreszczowiec.
Cała
historia rozpoczyna się dość niewinnie…
Na
pierwszych kilku stronach poznajemy Davida Millera, kochającego ojca malutkiej
Cathy i męża Clary. Z zawodu balsamistę, wyprawiającego zmarłych w ostatnią
podróż, a żywym pomagającego pogodzić się z ostatecznym. W wolnym czasie oddaje
się swojej pasji, jaką jest pisanie. Na razie ma na kącie jedną niezbyt dobrą
powieść. W pewnym momencie na firmamencie niezbyt radosnego domowego życia –
rodzinę dręczy tajemnicza Miss Hyde – pojawia się milioner Arthur Doffre. Sparaliżowany
mężczyzna przedstawia początkującemu pisarzowi, wydaje się, propozycję nie do
odrzucenia – David ma napisać dla niego książkę o niegdysiejszym postrachu
rodzin, seryjnym mordercy o przydomku Kat. Milioner proponuje nawet odosobnione
miejsce, wprost stworzone do tworzenia, a także pozwala Davidowi zabrać rodzinę
na małe „wakacje”.
Dalsze
opisywanie fabuły odbierze książce wszystko co ma do zaoferowania, a takie
wprowadzenie uważam za w zupełności wystarczające. Dodam tylko, że jej autorem
jest francuz Franck Thilliez. Także tutaj rozpoczyna się mój dylemat, tak naprawdę
nie wiem co mam napisać o tej książce. Wzbudziła ona we mnie mieszane uczucia,
jak mało która. Doskonałym tego dowodem jest fakt, iż piszę tę recenzję lata po
przeczytaniu książki. Mimo wszystko jednak coś mnie do niej ciągnie.
Rozpocznę
te dywagacje może od oceny języka, fabułę i postaci pozostawiając na później.
Tak więc muszę z przykrością przyznać, że język nie należy do najbardziej
wyszukanych, a styl zapisu dialogów wielu może nie przypaść do gustu. Jednak
biorąc pod uwagę, że jest to kryminał nie boli to aż tak bardzo. Czego niestety
nie można powiedzieć o fabule. O ile sam pomysł, mimo, że nieco oklepany, jest
całkiem ciekawy, z jego realizacją są już zdecydowanie większe problemy.
Miejscami akcja, przysłowiowo „nie trzyma się kupy”, miejscami jest nudo.
Niekiedy czytelnik zaczyna się zastanawiać po co to wszystko? A kiedy indziej
brakuje mu jakiegoś wątku. Niestety podobnie jest z postaciami. Momentami
pomyśleć można, że są to twory tylko li i wyłącznie z tektury, podczas gdy są
miejsca, w których mamy wrażenie, że znajdujemy się tuż obok osoby z krwi i
kości.
Tak więc
podsumowując powieść ta jest bardzo nierówna. Ma swoje plusy i minusy. Sama nie
jestem w stanie określić, które przeważają. Nie mogę powiedzieć, że pozycja ta
spisana jest na straty, bo można się przy niej dobrze bawić, o ile oczywiście
przymknie się oko na wszystkie niedociągnięcia i nie bierze się jej tak do
końca na serio. Można ją traktować jako solidny przerywnik pomiędzy
poważniejszymi pozycjami.
Surreal

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz