czwartek, 23 kwietnia 2015

"Podpalaczka" Stephen King.

        "Czemu nie? Kasa zawsze się przyda." pomyślało kilkoro studentów, po zobaczeniu ogłoszenia o poszukiwaniu chętnych do udziału w eksperymencie. Ale po tym eksperymencie wszystko się zmieniło. Obudził on w nich zdolności paranormalne, ale to dopiero początek problemów. Prawdziwe niebezpieczeństwo zaczęło się kilka lat później, gdy dwoje dawnych uczestników projektu pobiera się, a następnie rodzi im się córka. Córka, która odziedziczyła ich zdolności, a nawet ich przerosła.
        Stephena Kinga chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Nazwisko ogólnie znane i kojarzone z horrorem. Tą książkę można pod tą definicję podciągnąć, ale według mnie, trzeba się przy tym jednak trochę postarać.
        Podejrzane eksperymenty, zdolności paranormalne i tajne organizacje rządowe to zazwyczaj mieszanka wybuchowa. Jeśli dodamy do tego sześciolatkę, która włada ogniem i nie do końca nad tym panuje i jej ojca, którzy uciekają przed wyżej wymienioną organizacją przez pierwszą połowę książki, a przez drugą próbują się wydostać z ich super-tajnego ośrodka, chyba wszyscy wiemy, czego się spodziewać.
        Jednak w jakiś sposób potrafiła ona wciągnąć mnie w swoje odmęty i zatrzymać do ostatniej strony. Czytanie jej było dokładnie tym, czego można spodziewać się po książce sygnowanej nazwiskiem Kinga, nawet jeśli bardziej przypomina ona momentami hollywoodzki film przeniesiony z ekranu na karty książki, niż chciałoby się przyznać.
        I choć większość książki nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia, ostatnia scena, której przebiegu chyba zdradzać nie powinnam, choć dla mnie wielkim zaskoczeniem nie była, spowodowała, że wspominam tą książkę bardzo dobrze. Z taką myślą - nie ważne, czy mają sześć lat, czy trochę więcej - kobiet lepiej nie denerwować.
Z pozdrowieniami
Rosalie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz