czwartek, 27 listopada 2014

M. G. Scarsbrook "Pamiętniki Lukrecji Borgii" - czyli niewinność przywrócona

       „Powieść historyczna”, taki znak ostrzegawczy widnieje na okładce jakby miał odstraszać tych z czytelników, dla których wieki przeszłe to głównie kolumny dat i  przedłużające się wywody. Na mnie jako osobie, zafascynowanej dawnymi dziejami, to ostrzeżenie nie zrobiło wrażenia, a wręcz wzbudziło ambicję by zmierzyć się z zawartością książki.
      W dodatku odpowiada ona historię nie byle kogo, lecz słynnej Lukrecji Borgii. Córki papieża Aleksandra VI, siostry Cesara Borgii  - człowieka, który stał się inspiracją dla Machiavellego, gdy pisał „Księcia”. Można powiedzieć, że upływający czas nie okazał się łaskawy dla jej osoby. Stała się uosobieniem zepsucia, próżności i rozwiązłości, jaka panowała w jej czasach. Przypisywano jej trucicielstwo, a  nawet kazirodcze związki z jej bratem i ojcem. Dzisiaj sądzi się, że część tych historii jest mocno przesadzona i miała służyć tylko oczernieniu imienia Borgiów. Zdaje się, że autor również powziął sobie za cel przywrócić Lukrecji jej dobre imię. Tu jednak należy ostrzec wszystkich, którzy od powieści historycznych oczekują, że trzymając się źródeł przedstawiają one opowieść opartą na faktach.
        Otóż książka Scarsbrooka z pewnością do takich nie należy. Większość to fikcja stworzona na potrzeby powieści. Autor w mało wybredny sposób wycina wydarzenia, pasujące do wymyślonego przez niego schematu i wkleja je do opowieści. Lukrecja jawi się jako łagodna, niewinna choć nie pozbawiona intelektu dziewczyna, dla której najcenniejsi są bliscy. Skrytobójstwa, intrygi, trucizny nie istniały w jej świecie dopóki, jak sugestywnie można powiedzieć nie wyskoczyły i nie kopnęły jej w tyłek. Okazuje się, że wrogiem, który burzy jej szczęście jest właśnie jej najbliższa rodzina.
        Trudno powiedzieć, by była to ambitna powieść, jej język jest raczej prosty, a czasem wręcz razi tanią ckliwością. Być może jest to kwestia tłumaczenia. Jednak czyta się ją zaskakująco dobrze, szybko i bez zmęczenia. Mimo wszystkich jej wad, byłam ciekawa zakończenia i pochłaniałam strona za stroną. Myślę, że to pozycja dla osób, które nie wymagają wiele, a chcą sięgnąć po historię z czasów, gdy każda kolacja na papieskim dworze mogła być twoją ostatnią. Choć spotkałam się z wieloma nieprzychylnymi opiniami, nie powiem bym czuła jakiś niesmak po jej przeczytaniu. Zwyczajnie, należy się tu oprzeć na zasadzie „co kto lubi” i nie przejmować się innymi. 
Ethlinn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz