Nie będę pisała tu całego streszczenia filmu, czy długiego
wprowadzenia, bo nie widzę w tym sensu, choć kilka słów wstępu by się przydało.
Zacznijmy może od tego, że rzecz rozpoczyna się na Ziemi. Naszej kochanej Matce
Ziemi, która choć żywiła nas przez lata teraz postanowiła, że dość tej
sielanki. Sprowadzając do absolutnego minimum (co by za dużo z fabuły nie
zdradzać): wysyłamy ekipę bardziej bądź mniej doświadczonych ludzi w kosmos i
poniekąd modlimy się o cud – znalezienie planety zdatnej do zamieszkania, ratunek dla naszego gatunku. Gdyż wszelkie próby ratowania naszej zielonej
planety spełzły na niczym i to jedyne co nam pozostało. Choć oczywiście nikt
nie mówi tego otwarcie.
Już po tych kilku zdaniach widać, że w jednym filmie
poruszymy wiele wątków i tematów. Zaczynając od apokalipsy, przechodząc przez
podróże kosmiczne i fizykę kwantową, aż po kolonizację innych planet.
Daje to szerokie pole do popisu, ale też jest dość
ryzykowne, bo bardzo łatwo coś przeoczyć czy pominąć. Choć muszę z
przyjemnością zauważyć, że szeroko pojmowani autorzy raczej się tutaj nie
gubią. Przez większą część trzech godzin widz przenoszony jest pomiędzy dwoma
płaszczyznami: wydarzeniami na Ziemi, dotyczącymi głównie profesora Brand’a (Michael
Caine) i Murph (Jessica Chastain), córki naszego głównego bohatera, a kosmosem
po którym podróżują Cooper (Matthew McConaughey), doktor Brand (Anne Hathaway) –
będąca córką profesora, Doyle (Wes Bentley) i Romilly (David Gyasi). Takie rozwiązanie
pozwala nam dojrzeć jednocześnie zmagania naszej ekipy ratunkowej, jak i
obserwować powolne umieranie ludzkości. A dzięki temu zrozumieć jak ważną misję
stanowiła podróż.
Z ukłuciem w sercu stwierdzam, że mimo wartko
rozwijającej się akcji i ciekawie przedstawionej fabuły, a także zagadnień z
pogranicza nauki i fikcji film miejscami najzwyczajniej w świecie się ciągnie,
a widz ma ochotę zobaczyć już finał. Jest to spowodowane narastającym pod
koniec napięciem i kilkukrotnym sugerowaniem końca, który jednak nie nadchodzi.
Mimo wszystko jest to bardzo niewielka ujma, która może jednak nieco zirytować
co bardziej podatnego widza.
Dość kontrowersyjnego zakończenia pozwolę sobie wielce nie komentować. Pozostawiam je do oceny, każdemu kto zdecyduje się film obejrzeć, do czego
zachęcam.
Nim zakończę i ostatecznie wyrażę opinię o filmie jako
całości, nie mogę pozostawić bez wzmianki cudownej, idealnie dopasowanej muzyki,
której autorem jest Hans Zimmer. Wspaniałych obrazów uwiecznionych na ekranie
przez Hoyte Van Hoytema oraz gry aktorskiej. W kilku zdaniach zatem. Muzyka
odgrywa w tym filmie ogromną rolę i odbiór tego filmu nie byłby taki sam gdyby
nie ona. Hans Zimmer po raz kolejny udowodnił, że film bez muzyki potrafi być
niczym ogień bez ciepła. Dodaje mu ona wiele głębi i ułatwia odbiór, a także
przeżywanie emocji. Jeśli zaś idzie o zdjęcia, obrazy przedstawione w tej
produkcji są piękne i urzekające. Pozwalają zapomnieć o rzeczywistości i po
prostu zatracić się w akcji, zapomnieć o realnym świecie. Na najwyższą
pochwałę zasługuje gra aktorska Matthew McConaughey’ego, który wcielił się w
postać głównego bohatera. Idąc do kina obawiałam się nieco tego, że postacie
mogą być niezbyt realne, ale Matthew, którego osobiście bardzo cenię, spisał
się tutaj doskonale i pokazał nam człowieka z krwi i kości, a nie jedynie postać
wykreowaną w scenariuszu. To samo tyczy się Michaela Caine’a, który jest klasą
samą w sobie. Aktor dał iście wirtuozowski popis choć film nie traktował tylko
o emocjach.
Podsumowując. Mimo zasłyszanych i przeczytanych wielu
niezbyt przychylnych opinii, uważam, że film jest bardzo dobry. Niedociągnięcia
na polu naukowym potrafią nieco uprzykrzyć oglądanie, ale tylko wtedy gdy
człowiek próbuje rozmyślać na ten temat. A i to bardziej po filmie niż podczas seansu, bowiem w trakcie jego trwania człowiek zostaje porwany przez wydarzenia
i wypuszczony z ich uścisku dopiero przy napisach końcowych. Polecam go
wszystkim, których interesuje kosmos, przyszłość czy też nowe technologie, a
także po prostu miłośników Sci-Fi.
Surreal

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz