czwartek, 20 listopada 2014

Kukurydza, czarna dziura i hipersześcian. Czyli krótka opinia laika o „Interstellar” w reżyserii Christophera Nolana.

        Nie będę pisała tu całego streszczenia filmu, czy długiego wprowadzenia, bo nie widzę w tym sensu, choć kilka słów wstępu by się przydało.
        Zacznijmy może od tego, że rzecz rozpoczyna się na Ziemi. Naszej kochanej Matce Ziemi, która choć żywiła nas przez lata teraz postanowiła, że dość tej sielanki. Sprowadzając do absolutnego minimum (co by za dużo z fabuły nie zdradzać): wysyłamy ekipę bardziej bądź mniej doświadczonych ludzi w kosmos i poniekąd modlimy się o cud – znalezienie planety zdatnej do zamieszkania, ratunek dla naszego gatunku. Gdyż wszelkie próby ratowania naszej zielonej planety spełzły na niczym i to jedyne co nam pozostało. Choć oczywiście nikt nie mówi tego otwarcie.
        Już po tych kilku zdaniach widać, że w jednym filmie poruszymy wiele wątków i tematów. Zaczynając od apokalipsy, przechodząc przez podróże kosmiczne i fizykę kwantową, aż po kolonizację innych planet.
        Daje to szerokie pole do popisu, ale też jest dość ryzykowne, bo bardzo łatwo coś przeoczyć czy pominąć. Choć muszę z przyjemnością zauważyć, że szeroko pojmowani autorzy raczej się tutaj nie gubią. Przez większą część trzech godzin widz przenoszony jest pomiędzy dwoma płaszczyznami: wydarzeniami na Ziemi, dotyczącymi głównie profesora Brand’a (Michael Caine) i Murph (Jessica Chastain), córki naszego głównego bohatera, a kosmosem po którym podróżują Cooper (Matthew McConaughey), doktor Brand (Anne Hathaway) – będąca córką profesora, Doyle (Wes Bentley) i Romilly (David Gyasi). Takie rozwiązanie pozwala nam dojrzeć jednocześnie zmagania naszej ekipy ratunkowej, jak i obserwować powolne umieranie ludzkości. A dzięki temu zrozumieć jak ważną misję stanowiła podróż.
        Z ukłuciem w sercu stwierdzam, że mimo wartko rozwijającej się akcji i ciekawie przedstawionej fabuły, a także zagadnień z pogranicza nauki i fikcji film miejscami najzwyczajniej w świecie się ciągnie, a widz ma ochotę zobaczyć już finał. Jest to spowodowane narastającym pod koniec napięciem i kilkukrotnym sugerowaniem końca, który jednak nie nadchodzi. Mimo wszystko jest to bardzo niewielka ujma, która może jednak nieco zirytować co bardziej podatnego widza.
        Dość kontrowersyjnego zakończenia pozwolę sobie wielce nie komentować. Pozostawiam je do oceny, każdemu kto zdecyduje się film obejrzeć, do czego zachęcam.
        Nim zakończę i ostatecznie wyrażę opinię o filmie jako całości, nie mogę pozostawić bez wzmianki cudownej, idealnie dopasowanej muzyki, której autorem jest Hans Zimmer. Wspaniałych obrazów uwiecznionych na ekranie przez Hoyte Van Hoytema oraz gry aktorskiej. W kilku zdaniach zatem. Muzyka odgrywa w tym filmie ogromną rolę i odbiór tego filmu nie byłby taki sam gdyby nie ona. Hans Zimmer po raz kolejny udowodnił, że film bez muzyki potrafi być niczym ogień bez ciepła. Dodaje mu ona wiele głębi i ułatwia odbiór, a także przeżywanie emocji. Jeśli zaś idzie o zdjęcia, obrazy przedstawione w tej produkcji są piękne i urzekające. Pozwalają zapomnieć o rzeczywistości i po prostu zatracić się w akcji, zapomnieć o realnym świecie. Na najwyższą pochwałę zasługuje gra aktorska Matthew McConaughey’ego, który wcielił się w postać głównego bohatera. Idąc do kina obawiałam się nieco tego, że postacie mogą być niezbyt realne, ale Matthew, którego osobiście bardzo cenię, spisał się tutaj doskonale i pokazał nam człowieka z krwi i kości, a nie jedynie postać wykreowaną w scenariuszu. To samo tyczy się Michaela Caine’a, który jest klasą samą w sobie. Aktor dał iście wirtuozowski popis choć film nie traktował tylko o emocjach.
        Podsumowując. Mimo zasłyszanych i przeczytanych wielu niezbyt przychylnych opinii, uważam, że film jest bardzo dobry. Niedociągnięcia na polu naukowym potrafią nieco uprzykrzyć oglądanie, ale tylko wtedy gdy człowiek próbuje rozmyślać na ten temat. A i to bardziej po filmie niż podczas seansu, bowiem w trakcie jego trwania człowiek zostaje porwany przez wydarzenia i wypuszczony z ich uścisku dopiero przy napisach końcowych. Polecam go wszystkim, których interesuje kosmos, przyszłość czy też nowe technologie, a także po prostu miłośników Sci-Fi.

Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz