poniedziałek, 10 listopada 2014

Wieść pradawna niesie

        Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami wśród ludów nadbałtyckich w potach i wielkich trudach ukuto termin wiedźma. Początkowo zaszczytne to miano, określało jedynie białogłowy obdarzone niezwykłą wiedzą i mądrością. Jednakże, w czasach nieco późniejszych, chlubny ten tytuł przeobraził się w obelgę. A nawet oznaczał iż wiedząca podejrzewana była o konszachty, bratanie się i bliskie, czasem zbyt bliskie, kontakty z diabłem, w najróżniejszych postaciach (które z niewiadomych i do tej pory przez naukowców nie wyjaśnionych powodów objawiać się miało, całowaniem wyżej wspomnianego biesa w piekielne i szacowne cztery litery).
        W związku z następującym po wiekach ciemności oświeceniem ludu (często dosłownym i przenośnym) niewiasty określane tym mianem dokonywały swych żywotów w najróżniejszych miejscach, choć najbardziej spektakularne śmierci wiązały się z przejmującym uczuciem gorąca. 
Gdy stosy wygasły wiedźmy i czarownice przeszły z realnego bytu w postacie z baśni i bajek dziecięcych, opowiadanych do poduszki.
        W XX i XXI wieku zostały powtórnie ożywione na wielkich i małych ekranach, najczęściej pojawiając się ze swymi nowymi atrybutami: miotłą, szpiczastym kapeluszem i nierzadko wydrążoną dynią, czy zieloną cerą.
        Często nabierały też prześmiewczego charakteru latając na odkurzaczach czy prowadząc sklepik z ziołami i próbując leczyć problemy z potencją.
        W naszym przypadku podążanie za naszymi poprzedniczkami objawia się spotkaniami do późnej nocy w towarzystwie kota, gromady poduszek, a czasem nawet świeczek.

Artemora, Ethlinn, Rosalie & Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz