Sądzimy, że nie trzeba dużo mówić o tej produkcji. W końcu wszędzie jest o niej głośno, a właściwie było jeszcze niedawno. „Kosogłos” jest trzecią częścią serii „Igrzyska Śmierci” opartej na powieści Suzanne Collins. Warto nadmienić, że reżyserem tego cuda jest Francis Lawrence, którego znamy z takich tytułów jak: "Constantine", "Jestem legendą" czy "Woda dla słoni" oraz oczywiście dwóch poprzednich części "Igrzysk". Zasiadając przed ekranem można więc założyć, że nie będzie to byle co.
Obraz kontynuuje historię znaną z poprzednich części, opowiadającą dramatyczną drogę Katniss Everdeen do niekoniecznie pożądanej przez nią sławy. Znajdujemy się w pogrzebanym pod ziemią Dystrykcie 13, którego istnienie skrupulatnie zatajane jest przed resztą Panem przez Kapitol. Dzięki akcji propagandowej prowadzonej na szeroką skalę przez prezydent Coin, sytuacja w dystryktach osiąga poziom krytyczny, wzbudzając większe emocje niż ostatni egzamin poprawkowy wśród studentów medycyny. Dosłownie rzecz ujmując brakuje tylko jednej kropli i posługując się cytatem z gry „Wiedźmin Zabójcy królów” „To jedna kropla, która przegięła pałę goryczy”. W mniemaniu prezydent Coin i Plutarcha Haevensbee ma nią być Katniss. Wiele więcej z fabuły nie ma sensu zdradzać, by nie odebrać przyjemności oglądania filmu.
Zajmijmy się może obsadą. Oprócz starej gwardii na planie pojawia się kilka nowych twarzy. Między innymi Julianne Moore w roli oschłej i despotycznej Almy Coin. W ramach projektu Plutarcha do Katniss dołącza ekipa fimowa, w skład której wchodzą: zyskująca ostatnio sławę Natalie Dormer jako Cressida, Elden Henson w roli Polluxa oraz Evan Ross – Messalla i Wes Chatham – Castor. Wojskowym przewodnikiem po Dystrykcie 13 zostaje Boggs, czyli Mahershala Ali. Po poprzednich częściach spodziewać się należy niezłego poziomu gry aktorskiej, tutaj widz się nie zawiedzie. Aktorzy robią co mogą i uwijają się niczym mrówki w ukropie by nadążyć za akcją i przekonująco oddać uczucia swoich bohaterów – prawdziwie ich ożywić. Oczywiście, z racji na ilość ekranowego czasu poświęconego tym bohaterom, na pierwszy plan wysuwają się Julianne Moore, ś.p. Philip Seymour Hoffman, Jennifer Lawrence czy Liam Hemsworth. Wszyscy radzą sobie doskonale, choć zdecydowanie najlepiej wypadają Julianne Moore, Philip Seymour Hoffman i Elizabeth Banks (jej rola naprawdę nie należy do łatwych).
Są w tym filmie sceny, które wciskają w fotel. Po pierwsze nie znajdujemy się już na arenie, a to co się dzieje na ekranie dotyczy już nie tylko trybutów. Przed naszymi oczami po raz pierwszy od wielu lat ludność poszczególnych Dystryktów jawnie zaczyna się sprzeciwiać terrorowi Kapitolu. Ma to swoje konsekwencje, ale właśnie w tych momentach twórcy efektów specjalnych znaleźli ujście swej inwencji twórczej. Czasem wokół nie widać nic poza ogniem, a powietrze przecinają kolejne serie pocisków. Udało się im osiągnąć efekt podwyższonej adrenaliny, bez wywoływania nudy, co czasami dotyka filmy w których przesadzono z pirotechniką. Innym razem kilkoma prostymi trikami pozwalają nam wczuć się w sytuacje bohaterów, którzy drżą na granicy paniki. Wszystko potęguje świetnie dobrana muzyka. Nie można tu nie wspomnieć genialnego utworu, śpiewanego przez samą Jennifer Lawrence, „The hanging tree”. Po raz kolejny w tej serii prosta piosenka staje się zapowiedzią przeżycia niezapomnianych chwil.
Jeśli chodzi o odwzorowywanie książki, podejrzewam, że po tym co teraz napiszę co bardziej zagorzali fani serii „papierowej” mnie zaraz wyklną, ale cieszę się, że producenci zdecydowali pokazać się to właśnie w taki, a nie inny sposób. Sama książka, choć plasuje się nieco ponad przeciętną, potrafi człowieka czasem znudzić, a wewnętrzne rozmyślania Katniss dla co wrażliwszych mogą okazać się katorgą. Film, przez to, że unika tego typu scen (prawdopodobnie również dlatego, że pokazanie tego w przynajmniej sensowny sposób byłoby trudne, ale to już zupełnie inna kwestia) wypada wyjątkowo dobrze. Mimo, że wsparty na literaturze typowo młodzieżowej, po której nie można spodziewać się wielkiego polotu, ze starcia z „oryginałem” wychodzi zdecydowanie z tarczą.
Zgodnie uważamy, że można polecić ten film wszystkim fanom książkowej sagi, jeżeli nie zraziły ich poprzednie ekranizacje. Nie jest żadną tajemnicą, że historia Katniss do bajkowej nie należy, więc również film ma w sobie sporo okrucieństwa i brutalności. W przeciwieństwie do poprzednich części przemoc rozrasta się tu do skali masowej. Lecz dzisiejsza młodzież twarda jest, a przynajmniej za taką się uważa, więc nie powinno to stanowić większego problemu. Szczególne zaproszenie dla tych, którzy od filmów spod sztandaru fantasy oczekują rozmachu i efektów na miarę dzisiejszej technologii, a przy okazji szukają rozrywki, zahaczającej podświadomie o nieco poważniejsze tematy.
Surreal & Ethlinn

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz