Pierwsze pięć części serii o magu, Harrym Dresdenie, jedyne wydane dotychczas w Polsce. Masz paranormalny problem? Odszukaj w swojej książce telefonicznej jedynego oficjalnie praktykującego maga na świecie (oczywiście, jeśli mieszkasz w Chicago). Czy to czarny mag, którego praktykę ktoś próbuje przypisać Dresdenowi; czy morderstwa popełniane przez wilkołaka; czy Koszmar Senny, który atakuje zarówno ludzi, jak i dusze zmarłych; czy śmierć i zdrada na dworze Sidhe; a może kradzież Całunu Turyńskiego? Jemu nie straszne żadne przeciwności. A to tylko część problemów, z którymi musi się zmierzyć na stronach tych pięciu książek.
Kiedy zastanawiałam się nad opisaniem tych pozycji, pierwotnie myślałam nad pisaniem o każdej osobno. Potem jednak doszłam do wniosku, że mimo wszystko, tworzą one niepodzielną całość, gdy zdarzenia z jednej, powodują kolejne problemy, które spadają na głowę naszego odważnego maga w kolejnej.
Trudno napisać coś konkretnego o książkach, których akcja mknie przed siebie z zawrotną prędkością. Wielokrotnie zdarzało mi się, że odkładałam książkę jedynie na parę godzin, a już zdążyłam zapomnieć, jakie jeszcze problemy spotkały jej bohatera, oprócz tego jednego, którym zajmował się na stronie, na której otworzyłam ją ponownie. Ta zawrotna akcja i nawarstwienie się bohaterów potrafi być bardzo mylące, jeśli nie pochłania się całej książki na jedno posiedzenie. A nawet wtedy, po kilku minutach część zdarzeń ulotni się z myśli, bo kolejne zagrożenia zajmą ich miejsce. Przez większość akcji miałam wrażenie, że Dresden i jego przyjaciele powinni umierać średnio co jakieś sto stron...
Z drugiej strony, gdy akcja nie gna na złamanie karku, można prawie umrzeć z nudów. Więc nie wiem już, co gorsze.
Jednak seria ma również coś w sobie. W końcu nie odłożyłam jej po połowie pierwszej części, a przeczytałam ich aż pięć. Tym czymś jest kilka postaci, postaci drugiego planu w większości. Część z nich nawet nie pojawia się w każdej części. Ale postaci takie, jak John Marcone czy Shiro, choć wchodzą na scenę zdarzeń czasem jedynie na chwilę, pozwalały nie znudzić się pędzącą na oślep akcją. Poza tym sama magia, a właściwie jej negatywne konsekwencje też były ciekawymi przerywnikami. Wyobraźcie sobie eksplodujący telefon komórkowy, gdy próbujecie przez niego rozmawiać...
Jak można się spodziewać, książki nie są napisane językiem zbytnio wyszukanym, z resztą przy takim natężeniu zdarzeń, jakie występuje w każdej części, nie ma na nie czasu. Nie są jednak napisane językiem całkowicie prostym, nad którym można jedynie załamywać ręce. Stąd też przez większość czasu styl ani grzeje, ani ziębi.
Serię mogę polecić chyba tylko fanom sensacji i fantastyki w jednym, bo nie sądzę, żeby ktokolwiek inny był w stanie znieść jednocześnie tak wielkie natężenie akcji i różnorodnych zjawisk nadprzyrodzonych.
Na koniec warto też wspomnieć o serialu, który powstał kilka lat temu i można go uznać za luźną wariację na temat serii. Z samej serii pojawia się w nim jedynie kilka postaci i ogólne założenie oficjalnie praktykującego maga, natomiast fabuła została napisana zupełnie oddzielnie, przez co dużo łatwiej zrozumieć jej bieg, w porównaniu z zasypaniem akcją w książkach.
Z poważaniem
Rosalie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz