czwartek, 29 stycznia 2015

„Śmiercionośna literatura – młot ciesielski i brzytwa w roli głównej”

        Tym razem pod lupę wzięłam powieść David’a Morrell’a o tytule „Morderstwo jako dzieło sztuki”. Natrafiłam na tą książkę przekopując się pewnego pochmurnego i deszczowego dnia przez tuziny kryminałów na półce jednej z księgarni. Z słuchawkami na uszach zadomowiłam się między półkami sięgając po kolejne tytuły mając za przewodnika jedynie kobiecą intuicję i subiektywne odczucia na temat okładki czy czcionki. Z pełną premedytacją unikałam tytułów, które cokolwiek mi mówiły i autorów z którymi już się zetknęłam. W ten ponury dzień miałam ochotę na coś nowego i koniecznie z morderstwem, choćby w tle.
        Po przeczytaniu opisu chciałam odłożyć pozycje na miejsce, w którym stała i wrócić do dalszych poszukiwań, bo któż kto choć trochę interesuje się kryminałami, psychologią czy na końcu historią, z upodobaniem do wszelkich katastrof, a morderstw w szczególności nie słyszał o Thomas’ie de Quincey’u? Jednak, jak to zwykle bywa, gdy człowiek nie poszukuje konkretnej książki, a jedynie rozgląda się za jakąś ciekawą literaturą, postanowiłam zajrzeć na pierwszą stronę pierwszego rozdziału, wszakże autor tej konkretnej pozycji nic mi nie mówił. Już sam tytuł rozdziału rozniecił moje zainteresowanie, nie mówiąc już o cytacie przytoczonym poniżej:

„Do zakomponowania kunsztownego morderstwa potrzeba czegoś więcej niż dwóch durni, z których jeden zabija, a drugi jest zabijany, noża, sakiewki i ciemnego zaułka. Do idealnego morderstwa niezbędne są projekt, rozmieszczenie elementów, światło i cień, poezja i uczucia. (...) Perfekcyjny morderca wynosi swą sztukę do poziomu kolosalnego piękna.”
Thomas De Quincey, „O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”

        W tym momencie sprawa wyboru książki poszła w zapomnienie i swoje kroki skierowałam do kasy, by tylko jak najszybciej móc zacząć ów pozycję czytać. Mimo entuzjazmu z jakim zabierałam się za tą konkretną powieść, gdzieś w podświadomości (nota bene jest to termin stworzony przez Thomas’a de Quincey’a zwanego również Opiumistą) kiełkowała obawa. Opiumista wszelako jest postacią historyczną, a co się z tym wiążę, spodziewałam się wątków choćby bazujących na wydarzeniach historycznych – co w moich doświadczeniach często prowadzi autorów, jeśli nie do kompletnego fiaska, to przynajmniej zwodzi na manowce. Jednakże tym razem moje przeczucia były błędne i nie mogę się z tegoż powodu bardziej cieszyć.
        W kilku niezbyt rozbudowanych zdaniach postaram się dać zarys wydarzeniom rozgrywającym się na stronicach tej pozycji. Mamy rok 1854, Londyn w całym splendorze XIX wiecznej Anglii, z jej żołnierzami, politykami, żebrakami i lordami, a także zaczątkami policji i kariery Scotland Yard’u. W tę niezbyt mimo wszystko kolorową mieszankę wpadamy wraz z wspomnianym wyżej Opiumistą i jego córką, który uciekając przed wierzycielami chce zarobić trochę grosza na wywiadach i promowaniu twórczości Thomas’a de Quincey. Jednak ich przyjazd do Londynu, ma także drugie dno, którego tu jednak nie ujawnię, by nie pozbawiać czytelników niespodzianki. Wkrótce, jak można się domyślić rozpoczynają się morderstwa. Jednakże nie byle jakie morderstwa, a wzorowane na eseju napisanym przez wyżej wymienionego autora o wdzięcznym tytule: „O Morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”, które to z kolei wydarzyły się czterdzieści trzy lata wcześniej, a których sprawcą był niejaki John Williams. Dalej akcja toczy się wartko i płynnie, przeskakując z wydarzeń przeszłych na obecne i z jednej postaci na drugą. Więcej zdradzać nie będę.
        Jednakże na pochwałę zasługuje nie tylko wybitna umiejętność autora w przeplataniu fikcji literackiej z prawdą, czy też domysłami historycznymi, ale także język. Będący zdecydowanie czymś więcej niźli tylko prostymi zdaniami złożonymi naprędce przez autora w celu oddania sytuacji, jak to niestety w obecnych czasach często bywa. Niektóre ze zdań pozostawiają wręcz na języku swój posmak, a czytelnik odczuje wpływ na swoje własne słownictwo i manierę wypowiadania się. Kolejnym wielkim plusem tejże książki są postaci, mimo iż nietuzinkowe i niekoniecznie charakterem wpasowujące się w kanon ówczesnej epoki, jednak idealnie pasujące do tej pozycji i wprost nie dające się znielubić mimo zauważalnych wad charakteru kilku z nich. Moim skromnym okiem laika historycznego muszę również stwierdzić, że realia historyczne oddane są w sposób, aż nadto skrupulatny, ale i zdecydowanie fascynujący.
        Na koniec pozwolę sobie polecić tę książkę, wszystkim który choćby raz na jakiś czas lubią przeczytać kryminał, a tym co lubią je czytać częściej niźli czasem powiem, że jest to dla nich jedna z książek, którą zdecydowanie powinni przeczytać i której nie zapomną przez lata.

Surreal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz