"Słuchacze" to książka, która pomimo tego, że powstała w latach 70., posiada w sobie to coś, co robi na mnie piorunujące wrażenie, stąd też postanowiłam się podzielić swoimi odczuciami.
Na początku czuję głęboką potrzebę wspomnieć, że większość tworów artystycznych powstałych przed rokiem 2000 zazwyczaj odrzuca mnie na wstępie. Podobnie uprzedzona byłam również do tej książki, gdy otwierałam ją po raz pierwszy. Dodając do tego świadomość, że kwalifikuje się ją do nurtu science-fiction, byłam pewna, że będzie to stracone parę godzin. Jedynym powodem tego, że faktycznie się za nią zabrałam było to, że był to prezent. A potem coś się zmieniło...
Pierwsze strony nie zapowiadały jeszcze tego, że książka ta może być tak interesującą odmianą, jaką się później okazała. Początek traktuje o problemach, z jakimi zmaga się dyrektor specyficznego ośrodka badawczego, który zajmuje się słuchaniem szumów kosmicznych, aby wychwycić jakąkolwiek próbę kontaktu istot z innych planet z naszą cywilizacją. Z uwagi na brak wyników, mówi się o zamknięciu projektu, który pochłania zbyt duże środki pieniężne. Do dnia, w którym wyniki się w końcu pojawiają.
Bohaterowie odbierają szum, który po oczyszczeniu okazuje się zapisem pierwszych audycji radiowych nadawanych na Ziemi. Szczegółowa interpretacja przez komputer ukazuje, że w tym odbiciu zawarta jest również dodatkowa informacja od innej cywilizacji. Rozpoczynają się rozmowy, czy należy odpowiedzieć. A potem długie lata czekania, na kolejną wiadomość od cywilizacji oddalonej od nas o kilkadziesiąt lat świetlnych.
I właśnie ten moment rzucił na mnie swoisty czar. Te kilkanaście stron, opisujące, jak życie zmieniło się i zwolniło w oczekiwaniu na wiadomość, która miała nadejść z nieba. Świat, który całkowicie się zjednoczył, zadbał o równy poziom życia dla każdego człowieka, wyhamował z pędu, który można obecnie zaobserwować i stworzył utopię. Tylko dlatego, że wiedział, że przez ponad sto lat będzie oczekiwał na wiadomość od kogoś, kto w momencie odebrania przez nas ich powrotnej wiadomości może już nie istnieć...
Trudno jest mi napisać coś o tej książce pod względem formy. Są momenty, kiedy wyraźnie odczuwa się, że oryginał powstał we wczesnych latach 70., a tłumaczenie prawie piętnaście lat później. Jednak przedstawiona tam utopia wciągnęła mnie na tyle głęboko, bym przestała bardzo szybko zauważać tego typu mankamenty.
Komu mogę polecić tą książkę? Na pewno fanom starszego science-fiction. Ale sądzę, że również każdemu, kto jest zmęczony tempem współczesnego życia i potrzebuje kilku godzin odpoczynku od niego. A także trochę nadziei, że jest szansa, iż kiedyś ten świat jednak trochę wyhamuje, a nie już na zawsze będzie biegł z każdym dniem coraz szybciej.
Z pozdrowieniami
Rosalie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz