piątek, 19 grudnia 2014

„Kolumbowie Rocznik 20” – Powstańców pamięci żałobny rapsod?

Trzy tomy, niezbyt grube, zadrukowane drobną czcionką. Data wydania 1969 rok. Podczas czytania powraca pytanie. Jak to możliwe, że w czasach komuny zezwolono na druk takiej historii? Niby sprawa dobrze nam znana: Warszawa podczas okupacji, powstanie i jego upadek, początki powojennej Polski. Każdy w szkole przecież omawiał „Kamienie na szaniec”. Pokolenie Kolumbów, nazwa która przewijała się koło mnie już tyle razy. Skusiła mnie jednak przelotna uwaga taty, że to jedna z jego ulubionych książek. Co jak co, ale on nie czyta byle czego, to znaczy nie jest to kolejna opowieść o poświęceniu i miłości w czasie wojny. Choć w końcu takie motywy też mnie przyciągają, niczym potężny elektromagnes. Teraz wiem, za co tak ceni ten tytuł. Za szczery i prawdziwy przekaz. Obraz ludzi, którym przyszło się zmierzyć ze światem.
Kolumbami nazwano pokolenie urodzonych koło roku 20-tego, to jest ludzi którzy wkraczając w wiek dorosły stanęli oko w oko z obliczem wojny. Wojny stanowiącej dla Polaków symbol walki i męczeństwa, za które nie doczekała się nagrody. Roman Bratny w niestandardowy sposób przedstawia rzeczywistość okupowanej Warszawy. Rzuca w nas kolejnymi scenami, które początkowo wydają się wybiórczo dobranym zarysem fabuły i jej głównych bohaterów. Jednak im dalej tym łatwiej znaleźć się wśród kolejnych pseudonimów, rzadko zastępowanych prawdziwymi imionami, mieszkań, spalonych adresów, wspomnień pomieszanych z teraźniejszą akcją. Wszystko zaczyna układać się w całość, bohaterowie nabierają barw. Autor nie bawi się w bezsensowne przedłużanie. Czasem snuje historię wokół jednego wydarzenia przez kilka stron, po czym raptownie wątek się urywa. Dopiero po jakimś czasie orientujemy się, że tam zawarty był jej koniec, choć nadal mamiliśmy się nadzieją, oczekując szczęśliwego finału. Innym razem fakty wyrzucane są w nas, jak seria z karabinu maszynowego, nie ma miejsca na domysły.
Nie można ukrywać nie są to historie pretendujące do miana dramatu obyczajowego. Wszystko jednak jest niesamowicie realne. Raz na wozie raz pod wozem. Muszę sama przyznać, że największe wrażenie wywarła na mnie ostatnia część. Może dlatego, że w poprzednich tomach przeciwnik był jasno określony. Przecież trwała wojna, hitlerowcy byli u szczytu władzy, na ulicach łapanki, czujność na najwyższym poziomie zgodnie z zasadami konspiracji. Potem powstanie, walka, niespokojne noce, ostrzał i niepewność każdej następnej minuty. Aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek to przeżył. Tam chłopiec z poharatanymi od granatu rękoma dalej pełnił służbę. Dzisiaj eliminuje nas naciągnięte ścięgno. Ale najważniejszy jest koniec. Gdy Niemcy się poddają, wkraczają regulacje, postanowienia międzynarodowych traktatów, nowe władze i nowy porządek. Tak długo wyczekiwany pokój okazuje się czczą mrzonką. Walka nadal trwa, tyle że teraz nic już nie jest takie oczywiste. Chłopcy stracili swą niewinność, za przelaną krew nie czekają ich honory i otwarte ramiona. Czy to w kraju, czy na obczyźnie starają się żyć wedle wyuczonych reguł i choć Polak za Polakiem przeciwko obcym stanie murem, wszędzie wkrada się nieufność i rozgoryczenie. Bo ich pierwsze miłości zginęły płonąc od rozbitych butelek z benzyną, a nowe kobiety nie mają o tym pojęcia. Bo nawet ci popierający nową władzę są ciągle szpiegowani i nakłaniani do kolaboracji.
Nie będę zaprzeczać, lubuję się w pełnych patosu opowieściach o odwadze i patriotyzmie. Ta książka pokazała mi jednak, że za tym wszystkim kryje się też pojedynczy człowiek, który po wykonaniu zadania nadal musi żyć. Ktoś kto walczył w imię większej sprawy, potrafił być szlachetny aż do bólu nagle staje się zwykłym człowiekiem, którego życie zmusza do „kombinowania”. Na cóż świeczki poległym powstańcom skoro ich poświęcenie nie przyniosło spodziewanych efektów. Świat odwrócił się od nich. A ja nadal nie wiem, dlaczego cenzura przepuściła historię, w której Kolumbowie zamiast odkrywać nową Polskę, zostali pogrzebani wraz z gruzami zniszczonej Warszawy.

Ethlinn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz