Tym razem pod lupę wzięłam
powieść David’a Morrell’a o tytule „Morderstwo jako dzieło sztuki”. Natrafiłam
na tą książkę przekopując się pewnego pochmurnego i deszczowego dnia przez
tuziny kryminałów na półce jednej z księgarni. Z słuchawkami na uszach
zadomowiłam się między półkami sięgając po kolejne tytuły mając za przewodnika
jedynie kobiecą intuicję i subiektywne odczucia na temat okładki czy czcionki.
Z pełną premedytacją unikałam tytułów, które cokolwiek mi mówiły i autorów z
którymi już się zetknęłam. W ten ponury dzień miałam ochotę na coś nowego i
koniecznie z morderstwem, choćby w tle.
Po przeczytaniu opisu chciałam odłożyć pozycje na
miejsce, w którym stała i wrócić do dalszych poszukiwań, bo któż kto choć trochę
interesuje się kryminałami, psychologią czy na końcu historią, z upodobaniem do
wszelkich katastrof, a morderstw w szczególności nie słyszał o Thomas’ie de
Quincey’u? Jednak, jak to zwykle bywa, gdy człowiek nie poszukuje konkretnej
książki, a jedynie rozgląda się za jakąś ciekawą literaturą, postanowiłam
zajrzeć na pierwszą stronę pierwszego rozdziału, wszakże autor tej konkretnej
pozycji nic mi nie mówił. Już sam tytuł rozdziału rozniecił moje
zainteresowanie, nie mówiąc już o cytacie przytoczonym poniżej:
„Do zakomponowania
kunsztownego morderstwa potrzeba czegoś więcej niż dwóch durni, z których jeden
zabija, a drugi jest zabijany, noża, sakiewki i ciemnego zaułka. Do idealnego
morderstwa niezbędne są projekt, rozmieszczenie elementów, światło i cień,
poezja i uczucia. (...) Perfekcyjny morderca wynosi swą sztukę do poziomu
kolosalnego piękna.”
Thomas De Quincey,
„O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”
W tym momencie sprawa wyboru książki poszła w
zapomnienie i swoje kroki skierowałam do kasy, by tylko jak najszybciej móc
zacząć ów pozycję czytać. Mimo entuzjazmu z jakim zabierałam się za tą
konkretną powieść, gdzieś w podświadomości (nota bene jest to termin stworzony
przez Thomas’a de Quincey’a zwanego również Opiumistą) kiełkowała obawa.
Opiumista wszelako jest postacią historyczną, a co się z tym wiążę,
spodziewałam się wątków choćby bazujących na wydarzeniach historycznych – co w
moich doświadczeniach często prowadzi autorów, jeśli nie do kompletnego fiaska,
to przynajmniej zwodzi na manowce. Jednakże tym razem moje przeczucia były błędne
i nie mogę się z tegoż powodu bardziej cieszyć.
W kilku niezbyt rozbudowanych zdaniach postaram się
dać zarys wydarzeniom rozgrywającym się na stronicach tej pozycji. Mamy rok
1854, Londyn w całym splendorze XIX wiecznej Anglii, z jej żołnierzami,
politykami, żebrakami i lordami, a także zaczątkami policji i kariery Scotland
Yard’u. W tę niezbyt mimo wszystko kolorową mieszankę wpadamy wraz z
wspomnianym wyżej Opiumistą i jego córką, który uciekając przed wierzycielami
chce zarobić trochę grosza na wywiadach i promowaniu twórczości Thomas’a de
Quincey. Jednak ich przyjazd do Londynu, ma także drugie dno, którego tu jednak
nie ujawnię, by nie pozbawiać czytelników niespodzianki. Wkrótce, jak można się
domyślić rozpoczynają się morderstwa. Jednakże nie byle jakie morderstwa, a
wzorowane na eseju napisanym przez wyżej wymienionego autora o wdzięcznym
tytule: „O Morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”, które to z kolei
wydarzyły się czterdzieści trzy lata wcześniej, a których sprawcą był niejaki John
Williams. Dalej akcja toczy się wartko i płynnie, przeskakując z wydarzeń
przeszłych na obecne i z jednej postaci na drugą. Więcej zdradzać nie będę.
Jednakże na pochwałę zasługuje nie tylko wybitna
umiejętność autora w przeplataniu fikcji literackiej z prawdą, czy też
domysłami historycznymi, ale także język. Będący zdecydowanie czymś więcej
niźli tylko prostymi zdaniami złożonymi naprędce przez autora w celu oddania
sytuacji, jak to niestety w obecnych czasach często bywa. Niektóre ze zdań
pozostawiają wręcz na języku swój posmak, a czytelnik odczuje wpływ na swoje
własne słownictwo i manierę wypowiadania się. Kolejnym wielkim plusem tejże
książki są postaci, mimo iż nietuzinkowe i niekoniecznie charakterem
wpasowujące się w kanon ówczesnej epoki, jednak idealnie pasujące do tej pozycji i
wprost nie dające się znielubić mimo zauważalnych wad charakteru kilku z nich.
Moim skromnym okiem laika historycznego muszę również stwierdzić, że realia
historyczne oddane są w sposób, aż nadto skrupulatny, ale i zdecydowanie
fascynujący.
Na koniec pozwolę sobie polecić tę książkę, wszystkim
który choćby raz na jakiś czas lubią przeczytać kryminał, a tym co lubią je
czytać częściej niźli czasem powiem, że jest to dla nich jedna z książek, którą
zdecydowanie powinni przeczytać i której nie zapomną przez lata.
Surreal



