Wiem, że dla większości wszechświata nie
ma różnicy czy Japończyk, Chińczyk, Taj czy Koreańczyk. Wszyscy są żółci, mówią
i piszą w nieludzkim języku, jedzą dziwne rzeczy i mają obecnie wszystkie
fabryki świata na swoim terytorium. Dla tych, którzy nie lubią opierać się
tylko na stereotypach i plotkach mam książkę, która wedle reguł oświecenia uczy
i bawi. W dodatku robi to w 100% polskim stylu, bo autor Polakiem jest i wcale
się z tym nie kryje. Przy okazji mamy możliwość poznać fachowe stanowisko przedstawicieli Irlandii, USA i kilku innych państw, wobec kwestii jak w Japonii przeżyć.
Ale od początku, Michał Bruczkowski był
studentem anglistyki, który postanowił zbadać kulturę kraju odległego od Polski
o lata świetlne mentalności. Miał być tam rok, w sumie spędził jakieś 10 lat.
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego. Może był to sprawdzian swojej
cierpliwości w walce z miastem, w którym obcokrajowca traktowano z paniczną
grzecznością, uciekając przed nim tak szybko jak się dało. Brzmi dziwnie? Cóż
ujmę to nieco inaczej, Japończycy to niesamowity i silny naród, ale jak wszyscy
mają też swoje wady. Przez lata wytworzyli swój własny system działania
wszechświata i wszystko co może go zaburzyć jest równie przerażające co
osławiona Godzilla. Strach bierze się z lęku przed nieznanym, a tym jest
właśnie jakiś tam Polak próbujący kupić sobie nowe mieszkanie w jednej z
tokijskich dzielnic. Co będzie jeśli wejdzie w butach na drogocenne i święte
maty tatami, a jeżeli o zgrozo pomyli kapcie od łazienki z kapciami od
WC?
Obecnie książka Bruczkowskiego jest już
nieco nieaktualna, gdyż od opisanych w niej wydarzeń minęło ponad 20 lat. Nie
zmienia to faktu, że możemy zajrzeć za kurtynę japońskiej mentalności i
nauczyć się jak pokonać ich własną bronią. Dla każdego gajdzina (skrót oznaczający
właśnie obcokrajowca) jest to skarbnica wiedzy niezbędnej do przeżycia w
wielkim Tokio. Zawarte w niej historie opisują problemy życia codziennego i
skuteczne metody ich rozwiązywania, które społeczność gajdzinowska wypracowała
na podstawie własnych doświadczeń, Gdzie iść się umyć (maleńkie mieszkania,
zwykle nie mieściły czegoś tak podstawowego jak łazienka ani nawet ubikacja),
jak można zdobyć niemal nowy sprzęt stereo lub telewizor, czy w Japonii opłaca
się podróżować autostopem i co wiadomo na temat automatów stojących niemal
wszędzie?
Olbrzymie poczucie humoru i dystans do
samego siebie z jakim autor opisuje swoje zmagania z Krajem Wschodzącego Jena
sprawia, że książkę pochłania się strona za stroną i pokłada ze śmiechu.
Momentami brzmiałaby ona jak powieść si-fi z innej planety, gdyby nie fakt, że
opisywane są zupełnie przyziemne sprawy. Polecam bo nie sposób się nudzić, gdy
czyta się opis parapetówki oblewanej polską Żubrówką, wyszperaną w monopolowym, jako trunek bardzo egzotyczny i z pewnością odpowiedni dla
niepoczytalnych gajdzinów. Nippon
banzai!
Ethlinn

